Różnobarwne promienie słońca rozszczepiające się wśród chmur, załamujące na ociekającej kroplami deszczu szybie. Musi być dość wcześnie. Nienazwane miejsce, nie do końca jestem pewien gdzie się znajduję. Przecieram zmęczone po nieprzespanej nocy oczy. Nieprzytomne zmysły nie nadążają z rejestrowaniem tej niezwykłej atmosfery. Tak właśnie musi wyglądać raj wspinaczkowego nieba.
Pod koniec lipca ekipa w składzie Marysia, Jaco, Misiek i Kluska (przyszły członek - filia w Koninie :) pojechała na mały wspin do Mirowa. Fotorelacja w galerii